Ból brzucha
Listopad 3, 2010 at 1:35 pm Dodaj komentarz
Ból brzucha.
Kiedy drzwi od windy, ledwo już trzymające się na…na tym na czym drzwi od windy zwykle się trzymają, rozsunęły się powoli, skrzypiąc niemiłosiernie, poczłapałam po omacku nieoświetlonym korytarzem w stronę mojego mieszkania.
Zdałam sobie sprawę, że chyba do końca życia się nie rozgrzeję. Po raz kolejny wybiegłam na dwór nie zakładając płaszcza albo chociażby głupiego szalika, nie wspominając już o tym, co wyczyniałam przy oknie w kuchni. Teraz jest tam tak zimno, że możemy przynieść trochę śniegu i ulepić bałwana.
-APSIK!Aaa… zaczęło się…Alex miał rację…- pomyślałam z rozpaczą, wyjmując z kieszeni, wymietą i nie nadającą się do niczego chusteczkę.
-Świetnie…jeszcze jakieś niespodzianki…
-Na zdrowie- powiedziała nieśmiało Ann.
-Ty się lepiej nie odzywaj!- rzuciłam przez ramię ze złością- Wystarczy mi atrakcji jak na jeden wieczór.
-Ale…
Nie dałam jej dokończyć, odwracając sie w miejscu, spojrzałam jej prosto w oczy i widząc jej zgnębiony wzrok w jednej chwili zdałam sobie sprawę, że moje nerwy i tak nic nie dadzą, może poza jeszcze większym bólem głowy.
-Naprawde chcesz to zrobić?
Ann spuściła głowę, nie odpowiadając od razu na moje pytanie. Nagle poczułam się wszystkiemu winna…
Po co pokazywałam jej tego przeklętego faceta! Przecież wiedziałam, że jest dokładnie w jej typie…Co ja sobie w ogóle myślałam! A Teddy? Co z Teddym…Nie może się niczego dowiedzieć, to złamałoby mu serce…Jest jaki jest, ale jedno można mu przyznać… Szczerze kocha Ann i oddałby za nią wszystko. A teraz mam…mamy przed nim kłamać? Zawiązywać jakiś spisek? Co zrobi Alex, kiedy się dowie…jak mi później zaufa…
W końcu Teddy to jeden z jego najlepszych kumpli, a znając dobrze jego charakter, to wielu ich nie ma. Nie licząc kolegów z biura, którzy zrobiliby wszystko,łącznie z podłożeniem nogi “przyjacielowi”, żeby tylko dostać awans.
Nie czekając na jej odpowiedź, zadałam kolejne pytanie:
-Na pewno…- z trudem przechodziło mi to przez gardło- Na pewno chcesz się z nim spotkać?- wychrypiałam w końcu, odgarniając z czoła niesforny kosmyk i świdrując ją wzrokiem.
Podświadomie miałam nadzieję, że odpowie nie.
-Tak.
Ledwo dosłyszałam jej odpowiedź.
-Ale to będzie tylko przyjacielskie spotkanie! Obiecuję! Możesz nawet pójść razem ze mną! Będziesz miała na wszystko oko! I stawiam pizze oczywiście!- wybuchnęła w końcu wyrzucając z siebie słowa jak z karabinu i nieświadomie wywołując coraz wiekszy uśmiech na mojej twarzy.
-Ok ok, wyluzuj!Ja cię nie wydam, ale pamiętaj- pogroziłam jej palcem- Bez przesady- dodałam, mrużąc oczy.
-Tak naprawdę to przekonała mnie ta pizza- powiedziałam cicho, biorąc ją pod ramię i raźno prowadząc do upragnionego, cieplutkiego mieszkanka.
I do Alexa.
2.30, noc
Tym razem, to ja dla odmiany, siedziałam naburmuszona na kanapie, czując się fatalnie i nie mając ochoty na kolejny kieliszek “niebieskiego napoju szatana”. Było mi potwornie niedobrze, zawsze miałam słabą głowę, i co chwilę pociagałam nosem, patrząc krzywo na Alexa, który w najlepsze dopijał trzecią z rzędu puszkę piwa i zupełnie nie przejmował się zarówno moim fizycznym jak i psychicznym stanem zdrowia.
Ma jakieś problemy w pracy, które próbuje utopić w alkoholu?
Mógłby najzwyczajniej w świecie zwierzyć mi się. Zawsze miałam dla niego jakąś oryginalną, kobiecą radę, która pomagała rozwiązać chociaż część jego problemów. Przynajmniej sam mi tak mówił…Ten jego cholerny introwertyzm.
-Pfff- prychnęłam z dezaprobatą, przenosząc wzrok na Teddy’ego,stojącego na balkonie i uparcie próbującego nawiązać kontakt z gołębiem, który dziobał spokojnie ziarenka, jakie wysypałam dzisiaj rano, nic sobie nie robiąc z machającego rękoma, tlenionego blond- wariata.
Ann już od godziny sterczała w mojej kuchni, z nosem przyklejonym do szyby, jakby od długości gapienia się ciągle w ten sam punkt, nagrodą miał być sam James Whistler.
Po wejściu do mieszkania, nie pisnęłyśmy ani słówka o incydencie jaki miał miejsce przy pizzerii, i dzięki Bogu ani Alex ani Teddy, nie pytali się co robiłyśmy tyle czasu tam, na dole.
-Pustki w lodówce- powiedział Alex, jak tylko zdąrzyłam usiąść w fotelu z rękami na przyjemnie cieplutkim grzejniku.
-Hę?
-W lodówce mamy jedynie światło, dzięki tamtemu żarłokowi- powtórzył, wskazując dyskretnie na Teddy’ego. Zaśmiałam sie po cichu, zakrywając ręką usta.
-Ćśś- zachichotałam jak nastolatka ^^
-Może byśmy tak zamówili pizze?
NIE!- krzyknęłam w momencie kiedy Ann wykrzykiwała TAK z rumieńcem na policzkach i błyszczącymi oczyma. Cholera, ale się porobiło.
-Spokojnie! Mogę zrobić coś sam!- powiedział nieco zdziwony naszą reakcją Alex i poszedł do lodówki, triumfalnie wyciągając z niej 2 puszki piwa i natychmiastowo rzucając jedną z nich Teddy’emu.
-Widzisz? Jak się chce, to zawsze się coś znajdzie-mruknął mi do ucha w wyraźnie już lepszym humorze i całując lekko w policzek zniknął jak naszybciej z mojego pola widzenia,
Nie miałam najmniejszej ochoty na kolejną kłótnię , więc wolałam się nie odzywać, ale chyba skoczyło mi ciśnienie, bo w głowie zaczęło mi szumieć z wściekłości.
-Jak tak dalej pójdzie, to wyhoduję sobie męża- alkoholika!
Od tej pory Ann, nadąsana na mnie za tą pizze, nie wychodziła z kuchni.
Ech…przynajmniej ogrzewanie zaczęło działać i nie było tam tak przeraźliwie zimno.
-Hej.
Potrząsnęłam głową i wyrywając się ze swoich myśli spojrzałam w górę.
Ann.
-Hej. Już ci przeszło?
-Taaa…Jest taki mróz, że całe okna zrobiły się białe i nic nie widać…
Przewróciłam oczami, posuwając się na kanapie i robiąc jej miejsce.
-Chyba czas zakończyć ten cyrk- mruknęłam wskazując głową na Tedzia, który właśnie ze łzami w oczach żegnał odlatującego gołębia i Alexa, który znów zdawał się zagrażać moim cennym kwiatkom..
-Yhym- odmruknęła Ann, której zaczynały juz zamykać się oczy.
Spojrzałam na nią kątem oka.
-Idę po Alexa- odparłam podnosząc się z kanapy. z obowiązkową paczką chusteczek w ręku- A ty zajmij się swoim ptaszkiem, zanim ci odleci- kiwnęłam głową w stronę Teddy’ego, który właśnie właził na barierkę, próbując zapewne gonić swojego gołębia.
-Teddy!- wrzasnęła całkowicie już rozbudzona Ann, rzucając się w jego stronę.
Wzniosłam oczy do nieba oczekując jakiegokolwiek zbawienia…niestety, sama musiałam sobie poradzić z całym tym bajzlem, a co najważniejsze zaciągnąć Alexa do łóżka.
Przeczesując palcami włosy, podeszłam powoli do siedzącego już teraz pod ścianą i drzemiącego w najlepsze męża.
-Alex…Alex!- powiedziałam trochę głośniej, na co on tylko mruknął coś przez sen, nie otwierając oczu.
Panie daj mi cierpliwość.
-Alex!-krzyknęłam mu prosto do ucha, co nareszcie poskutkowało.
-Kochanie, co ty tu robisz?
-Że co?
-Co robisz w moim biurze.
Ja chyba musiałam kogoś zabić w poprzednim wcieleniu.
-Alex, jesteśmy w domu, jest 3 w nocy i jestem zmęczona. To był ostatni raz, kiedy pozwoliłam ci się tak spić! A teraz idziemy spać, bo ja padam z nóg a ty masz jeszcze 5 godzin, żeby wytrzeźwieć i jednocześnie się wyspać. I D Z I E M Y- tłumaczyłam powoli, jak małemu dziecku, które nie wiedziało jak się posługiwać szpadelkiem w piaskownicy.
Jakimś cudem znaleźliśmy się w końcu w sypialni, w której Alex legł jak długi w ubraniu, na łóżko tracąc już całkowicie kontakt ze światem. Zdjęłam mu marynarkę i krawat a sama ułożyłam się wygodnie koło niego przytulając się mocno i przykrywając szczelnie cieplutką kołdrą.
Ostatnia myśl jaka kołatała mi się w głowie zanim odpłynęlam, to czy Ann dała sobie jakoś radę z Teddym…
Entry filed under: Uncategorized. Tags: .
Trackback this post | Subscribe to the comments via RSS Feed